© Jacek Bocheński
Warszawa 2009 - 2014
All rights reserved

e-mail



By odszukać konkretny tekst znajdujący się w serwisie, prosimy korzystać z menu kategorii, znajdującego się u góry, na początku strony internetowej

* * *

Materiały (w szczególności: zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki) zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp. wymaga zgody. Dotyczy to przede wszystkim materiałów pochodzących od osób trzecich (np. zdjęć z Agencji Fotograficznych).

Użycie treści strony "jacekbochenski.blox.pl", poza materiałem zdjęciowym jest dozwolone i pożądane. Każde inne niż prawnie dozwolone użycie treści (np. prawo cytatu lub powielanie do celów prywatnych), również w formie elektronicznej wymaga wcześniejszej pisemnej zgody posiadacza praw. Zapytania w tej sprawie należy kierować do administratora strony.
Blog > Komentarze do wpisu
DEGO DEGO



Konstancin. Mój osobisty real. Poszedłem na targ po owoce, bo tam podobno w dzień  targowy rolnicy przywożą świeże prosto ze swoich sadów. Minąłem eleganckie oczko wodne z pluszczącą fontanną pośrodku. Na ławce siedziały dwie starsze kobiety. Doleciał  mi do ucha głos jednej:

- Młode to chcą mieć złote, nie takie dziadostwo.                       

O cokolwiek chodziło, zamyśliłem się. Minąłem te kobiety i od razu wszedłem na prymitywny plac, wykładany częściowo wielkimi płytami betonowymi z czasów budownictwa socjalistycznego w PRL, częściowo kawałkami ówczesnych płyt chodnikowych, doszczętnie pogruchotanych, głównie jednak wysypany żwirem, piaskiem lub niczym. To był targ.

Na straganach biustonosze i sztućce, pieczywo  i koszule męskie, kapcie i akwarele. Obszedłem całe targowisko, spodobały mi się śliwki, ale kupiłem pół kilo czereśni, bo zobaczyłem, że jeszcze są.

Gdy opuszczałem targ innym wyjściem, z daleka już  doleciał mnie znowu głos. Błagalny, męski:

- Dego dego dego deg!

Na wózku inwalidzkim siedział niepełnosprawny mężczyzna w średnim wieku, trzymał na kolanach plastikowy talerzyk z kilkoma drobnymi  monetami i powtarzał to jedno tonem żałosnej prośby:

- Dego dego dego deg!  Dego dego dego deg!

Miałem dwa złote reszty wydanej mi przy zakupie czereśni. Trafiłem na nie gmerając palcami w kieszeni, wyjąłem i umieściłem na plastikowym talerzyku niepełnosprawnego mężczyzny. Odpowiedział mi zmienionym głosem, wyraźnie szybszym, ucieszonym i dziękczynnym:    

- Dego dego dego deg!  Dego dego dego deg!  Dego dego dego deg!

Uświadomiłem sobie, że nic innego powiedzieć nie może i że jego niepełnosprawność jest nie tylko ruchowa, ale polega też na ułomności mowy. A on ciągle jeszcze mi dziękował:

- Dego dego dego deg!! Dego dego dego deg!!

Chciałem dać znać, że wystarczy już tych podziękowań, że je przyjąłem i też mu dziękuję. Położyłem przyjaznym gestem rękę na jego barku. Wydał z siebie jeszcze inne, teraz absolutnie euforyczne "dego dego dego deg!!!". Zanim zorientowałem się, co robi, chwycił tę moją rękę i pocałował.     

- Dego dego dego deg!!!  Dego dego dego deg!!! Dego dego dego deg!!! - wołał. Wpadł jakby w ekstazę.

Zrozumiałem, że wcale nie pieniądze były tym, czego najbardziej potrzebował. Najbardziej potrzebował dotknięcia.

Czereśnie, gdy ich skosztowałem,  okazały się niesmaczne.     
 




 

wtorek, 02 sierpnia 2016, jacekbochenski

Polecane wpisy

  • AKTUALNOŚCI: sierpień 2015 r.

    21 sierpniaJacek Bocheńskiwystąpił na antenie Radia TOK FM wraz z Haliną Bortnowską, profesorem Michałem Kleiberemn i prowadzącym audycję Stefanem Bratkowskik j

  • AKTUALNOŚCI: lipiec 2015 r.

    Podziękowanie W związku z 89 rocznicą urodzinJacek Bocheńskinapisał na Facebooku: DZIĘKUJJĘ Drodzy Przyjaciele, Szanowni Znajomi z Facebooka, Wszyscy Mili Lud

  • AKTUALNOŚCI: czerwiec 2015 r.

    Ojciec i syn "Garść wierszy" Tadeusza Bocheńskiego (1895-1962) z "Komentarzem" syna Jacka i fragmentami eseju "Odmieniec" przedrukowanymi z książki "Zapamiętan