© Jacek Bocheński
Warszawa 2009 - 2014
All rights reserved

e-mail



By odszukać konkretny tekst znajdujący się w serwisie, prosimy korzystać z menu kategorii, znajdującego się u góry, na początku strony internetowej

* * *

Materiały (w szczególności: zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki) zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp. wymaga zgody. Dotyczy to przede wszystkim materiałów pochodzących od osób trzecich (np. zdjęć z Agencji Fotograficznych).

Użycie treści strony "jacekbochenski.blox.pl", poza materiałem zdjęciowym jest dozwolone i pożądane. Każde inne niż prawnie dozwolone użycie treści (np. prawo cytatu lub powielanie do celów prywatnych), również w formie elektronicznej wymaga wcześniejszej pisemnej zgody posiadacza praw. Zapytania w tej sprawie należy kierować do administratora strony.
Blog > Komentarze do wpisu
Konrad Zych - "Eseistyka maski" (2)

Projekt „Tyberiusz 2000 ileś”

.
Wilgoć ciągnie od ścian i podłogi. Łamie w kościach. Opuszczamy więc duszną celę ’68… to znaczy muzealną salę i wychodzimy na powietrze. Cudowne, rześkie powietrze wyspy Capri. Starożytne Kapreje, które tak kochał cesarz Tyberiusz. Tu jednak kończy się moja – muzealnika – rola. Dalej niech prowadzi państwa ktoś inny. Pilot śródziemnomorskiej wycieczki. Zupełnie jak w ostatniej, wydanej rok temu, powieści Bocheńskiego. Powieści, która o mały włos nigdy by nie powstała.

.

Tyberiusz Cezar

.

Już sam wybór bohatera i tytuł sugerują, że ostatnia część jest nie tyle uzupełnieniem, ile zaprzeczeniem pierwszej. Tam wsławiony wojownik i mąż stanu, tu podejrzewany o pedofilię i homoseksualizm starzec. Tam „boski”, tu zaledwie „cezar”. Wyraźna antyteza. Co więcej, zmieniło się także podejście pisarza. „Tym razem postanowiłem rzeczywiście pisać nie tylko o historii rzymskiej, ale niejako równolegle o nas” – przyznaje Bocheński. Stąd wybór kolejnej roli-maski. Po antykwariuszu i konferansjerze przyszedł czas na przewodnika wycieczki, lepiej – zdaniem autora – przystającego do naszej „płynnej nowoczesności” (jak pewnie powiedziałby Bauman). Zamierzenia zamierzeniami, jednak i tym razem ostateczny efekt zadziwił pisarza. „Zamierzałem rozróżnić dwa światy, tymczasem one znowu się dwuznacznie mieszają” – pisze, jakby wciąż nie mogąc się nadziwić temu, co wyszło mu spod pióra. Czy może raczej maszyny do pisania. A może jednak komputera? W końcu tekst powstawał przez 38 lat.

.

.

Mamy więc wycieczkę. Żeby nie było wątpliwości: wycieczkę jak najbardziej współczesną. Bogaci zagraniczni turyści, młodzi archeolodzy, studenci-marksiści oddychający atmosferą Paryskiego Maja, a także – gdzieś na szarym końcu – wstydliwie wcinający kiełbasę przybysze z demoludów, którym w odróżnieniu od młodych Francuzów rok 1968 kojarzy się z Marcem… Mamy też to, co z nich po tych wszystkich latach zostaje. Byłych buntowników pozatrudnianych „w bankach, mediach, agencjach, radach nadzorczych, i tak dalej”. Nieunikniona konfrontacja współczesności z przeszłością. Także tą oddaloną o całe stulecia. A wszystko po to, by sprawdzić, czy rację miał sędziwy stróż Willi Jowisza na Monte Tiberio, niejaki Peppino, który z pełnym przekonaniem twierdził, że człowiek jest zawsze takim sam…

 Długo wydawało się jednak, że wycieczka nie dojdzie do skutku i zostanie z niej jedynie prospekt. Czy może raczej: Prospekt – tak bowiem zatytułował Bocheński jeden z rozdziałów swej ostatniej powieści (przemianowany ostatecznie na Prospekt 1970). Znów interweniowała cenzura. Tym razem jednak nie polityczna, lecz… obyczajowa. Co ciekawe, cenzorem okazał się nie któryś z siedzących za urzędniczym biurkiem funkcjonariuszy, lecz jeden z najbliższych przyjaciół autora. Ówczesny redaktor „Twórczości” (gdzie pisarz pojawił się z rękopisem), Julian Stryjkowski. „Byliśmy zaprzyjaźnieni, toteż ta niechęć, jak gdyby odraza wyraźnie przebijająca z twarzy Juliana, bardzo mnie stropiła” – wspomina zajście Bocheński. Pisarz domyślał się, co przyczyniło się do odmowy, na ujawnienie prawdy trzeba było jednak poczekać do opublikowania całej Trylogii rzymskiej i wydanego właśnie tomu Antyk po antyku. „Są trzy nieszczęścia, trzy przekleństwa losu, trzy osobliwości i trzy wielkie kłopoty człowieka, które nam przedstawiasz – mówił w laudacji z okazji 90. rocznicy urodzin Stryjkowskiego autor Boskiego Juliusza – Być Żydem to pierwsze nieszczęście, być komunistą – drugie, być homoseksualistą – trzecie”. Nietrudno zgadnąć, które treści z życia znanego z seksualnej indyferencji cesarza tak oburzyły redaktora.

To nie koniec problemów. Tekstu nie puścił „Tygodnik Powszechny”. Na domiar złego przyszło wypalenie. Powieść utknęła na pierwszym rozdziale. Utknęła – jak pamiętamy – na blisko 40 lat. Już sam fakt, że ujrzała w końcu światło dzienne należałoby uznać za wielkie wydarzenie. Nie dlatego jednak Tyberiusz Cezar jest powieścią genialną. Genialną i co ważne, mimo przedłużającego się terminu publikacji, ani trochę nie spóźnioną. Bez skrępowania i uprzedzeń pytającą o naszą moralność, poruszającą kwestie uchodzące za tabu, ukazującą relatywizm ocen i norm postępowania. Niejednoznaczną jak jej bohater. Nieudolny monarcha i uzurpator czy pierwszy polityk nowoczesny? Zbrodniarz i zwyrodnialec czy niedoszły reformator? A może tylko schorowany starzec, próbujący ukryć swoją słabość przed światem? Bocheński mnoży pytania, lecz nie daje odpowiedzi. „A pan mógłby? Chciałem tylko sprawdzić czy pan mógłby” – prowokuje czytelnika, każąc mu się wcielić w oddającego się rozpuście Tyberiusza. A państwo? Czy państwo by mogli?

.

.

Dobrze, już dobrze. Nie wymagam odpowiedzi. Nasza wycieczka zbliża się już zresztą do końca. Mamy rok 2010. Nie 1968, ani 37, kiedy umierał Tyberiusz. W księgarniach pojawił się właśnie wybór esejów Jacka Bocheńskiego, swoisty suplement do omówionej wyżej "Trylogii rzymskiej". Tom "Antyk po antyku", bo o nim właśnie mowa, to jednak coś więcej niż tylko rozbudowany przypis do Boskiego Juliusza, Nazona Poety czy Tyberiusza Cezara. To także wiele cennych refleksji na temat historii (ze szczególnym uwzględnieniem antyku), współczesności, książek (także tych potencjalnych) oraz przyjaciół. To Herbert jakiego nie znamy i nigdy nie napisany esej Jerzego Stempowskiego. To także Jacek Bocheński, próbujący opowiadać o historii tak, jak tylko on potrafi. Co do mnie zaś to, oprowadzając państwa po salach Muzeum Historii Wszelakiej, nie robiłem nic, czego wcześniej nie zrobiłby bohater tego tekstu. Streszczałem źródła własnymi słowami.

KONRAD ZYCH

Jacek Bocheński, Tyberiusz Cezar, „Świat Książki”, Warszawa 2010.
Jacek Bocheński, Antyk po antyku, „Świat Książki”, Warszawa 2010.

niedziela, 26 grudnia 2010, jacekbochenski

Polecane wpisy