© Jacek Bocheński
Warszawa 2009 - 2014
All rights reserved

e-mail



By odszukać konkretny tekst znajdujący się w serwisie, prosimy korzystać z menu kategorii, znajdującego się u góry, na początku strony internetowej

* * *

Materiały (w szczególności: zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki) zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp. wymaga zgody. Dotyczy to przede wszystkim materiałów pochodzących od osób trzecich (np. zdjęć z Agencji Fotograficznych).

Użycie treści strony "jacekbochenski.blox.pl", poza materiałem zdjęciowym jest dozwolone i pożądane. Każde inne niż prawnie dozwolone użycie treści (np. prawo cytatu lub powielanie do celów prywatnych), również w formie elektronicznej wymaga wcześniejszej pisemnej zgody posiadacza praw. Zapytania w tej sprawie należy kierować do administratora strony.
Blog > Komentarze do wpisu
Anna Nasiłowska - "Antyk dla zaawansowanych"
„Gazeta Wyborcza”
23 listopada 2010 r.

Eseje Bocheńskiego dostarczają sporo pytań o nieprzystawalność sposobów myślenia starożytnych i dzisiejszych norm rozumowania.

Typowa odpowiedź na pytanie, dlaczego właściwie studiowanie łaciny i greki jest wciąż ważne: antyk to źródła naszej cywilizacji i kultury. W tym obiegowym sądzie jest mnóstwo uproszczeń, bo gdyby się zastanowić, co właściwie uważamy za "nasze" i jaki antyk, byłby to temat na całkiem sporą książkę eseistyczną, która mogłaby się nawet nazywać tak jak wydany właśnie tom Jacka Bocheńskiego "Antyk po antyku". Byłaby to książka dająca wyraz konserwatywnemu stanowisku, że kultura europejska ma pewną stałą bazę i opiera się na niezmiennym kanonie wartości. Sięganie do antyku ma wobec tego sens powrotu do źródeł.

Bocheński jest pisarzem zanurzonym w starożytnościach rzymskich, przede wszystkim jako autor powieściowej trylogii ("Boski Juliusz" (1961), "Nazo poeta" (1969) i wydany niedawno "Tyberiusz Cezar"). Jego sąd o relacji współczesnej kultury i starożytności jest jednak bardzo ostrożny. Przede wszystkim pisarz nie udaje, że nic się w tej sprawie nie zmieniło za jego życia. Szczegółowa znajomość kultury antycznej przestała być traktowana jako element potwierdzający wysoki status społeczny, możliwość posługiwania się łaciną przestała pełnić funkcję nobilitującą, choć oczywiście istnieje grono specjalistów, którzy wciąż kultywują pewne umiejętności.

Poza tym Bocheński zbyt dobrze zna antyk, by nie dostrzegać odmienności. Nawet próba przełożenia siatki podstawowych pojęć człowieka współczesnego przeprowadzona w eseju "Rzeczy stare i nowe" dowodzi, że mamy inne skojarzenia, odmiennie wartościujemy. Taki np. wyraz jak "praca" ktoś pobieżnie znający łacinę  przełożyłby jako labor, tymczasem pole skojarzeń tego wyrazu wskazuje na ciężki, hańbiący znój, jaki biorą na siebie ludzie niższego stanu i niewolnicy. Wykształceni mają swoje otia, takie jak zajmowanie się sztuką czy rozważaniami filozoficznymi. Nawet ze zwykłym słowem "morze" jest problem - pisarze łacińscy używali tu kilku pojęć w zależności od ukształtowania wybrzeża, ale żadne z nich nie kojarzyło się z wakacjami i odpoczynkiem. Wszystkie sugerowały śmiertelne niebezpieczeństwo. Żaden pisarz starożytny nie chwalił morskich kąpieli, gdyż w ogóle nie przyszłoby mu to do głowy.

Wobec tego jeśli pisarz współczesny chce zbudować prawdopodobną fabułę na podstawie źródeł, miewa kłopoty. Np. co począć z wiadomościami o tym, że Tyberiusz, bohater ostatniej z części "Trylogii rzymskiej", uprawiał igraszki erotyczne z dziećmi? Pominąć? Przedstawić jako pedofila? To jednak anachronizm, czyli przenoszenie współczesnych kategorii w odległą przeszłość. I tak źle i tak - niedobrze. Autor, zachowując znane fakty, posłużył się więc w opisie zdarzeń literackim prawdopodobieństwem i sprawdził po reakcji pierwszych czytelników, że sprawa nie jest prosta. W ostatnim eseju ten powód, obok perypetii politycznych jest wymieniony jako przyczyna wieloletniego opóźnienia w dokończeniu trylogii.

Eseje Bocheńskiego dostarczą czytelnikowi sporo problemów do przemyślenia na temat nieprzystawalności sposobów myślenia starożytnych i współczesnych norm rozumowania. Jak właściwie rozumieć zamiłowanie starożytnych do wróżb? Oczywiście naukowiec może tu sporo wyjaśnić, opisując rytuały, śledząc ich pochodzenie i funkcje. Zadanie pisarza jest w tym wypadku trudniejsze, bo dokonując rekonstrukcji, powinien doprowadzić do tego, że jego czytelnik, dysponujący pojęciami  typowymi dla współczesnego człowieka, wyobrazi sobie i uzna za prawdopodobne przedstawiane mu fakty. A już Arystoteles wiedział, że z prawdopodobieństwem w literaturze nie ma żartów, jeśli fakty brzmią nieprawdopodobnie - tym gorzej dla literatury i na nic zda się argument, że tak rzeczywiście było.

Najważniejszą przesłanką, patronującą rozważaniom Bocheńskiego, jest relatywizm historyczny. Nie ten wzięty z marksizmu, ale doświadczony w życiu i bardzo dobrze poświadczony w esejach o losach własnych utworów... Niespodziewana kariera (i to międzynarodowa) "Boskiego Juliusza" jako powieści z kluczem, odnoszącej się  do Stalina czy do Cyrankiewicza, możliwa była tylko w czasach realnego socjalizmu. Autor, nie posuwając się do interpretowania własnych książek, opisuje ich losy. Na ukształtowanie legendy pierwszej powieści wpływ mieli też krytycy, o których w tej chwili pamięta się jako o socrealistach. Sława utworu "politycznego" spowodowała z kolei ogromne perypetie cenzuralne "Nazona poety". Rozbudziła też oczekiwania czytelników, którzy nie byli gotowi zaakceptować erotyzmu. Wobec tego ukończenie trzeciej powieści zostało odłożone - aż zmieniła się epoka.  

Najciekawsze w esejach Bocheńskiego są jego porachunki ze współczesnością. Można powiedzieć, że był on świadkiem kilku epok: w młodości uległ czarowi ideologii, potem był bardzo czynnym działaczem opozycji politycznej, teraz- inteligentem, może nieco oszołomionym zawrotnym tempem zmian, ale nie kwestionującym samej zasady zmiany.  Esej o labiryntach Herberta, lojalny wobec wieloletniej przyjaźni i współpracy w PRL-owskiej opozycji , odsłania różnice ich postawy. Nie tak zasadnicze, jak by się wydawało. Za pomocą relatywizmu Bocheńskiego można jednak przekonująco wyjaśnić i zacietrzewienie Herberta, i meandry PRL-owskich odchyleń ideologicznych, a także niejedno zjawisko z czasów cesarstwa rzymskiego. Konserwatysta - może tylko płakać nad upadkiem... ale czego właściwie? Własnego mitu. Nie jest w stanie zaakceptować tego, co stało się w 1989 roku, gdyż nie nastąpiło wtedy „przywrócenie ładu”, ale jedynie – uruchomiony został ciąg nieustannych zmian.

ANNA NASIŁOWSKA

Jacek Bocheński, „Antyk po antyku”, Świat Książki 2010.

piątek, 12 listopada 2010, jacekbochenski

Polecane wpisy