© Jacek Bocheński
Warszawa 2009 - 2014
All rights reserved

e-mail



By odszukać konkretny tekst znajdujący się w serwisie, prosimy korzystać z menu kategorii, znajdującego się u góry, na początku strony internetowej

* * *

Materiały (w szczególności: zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki) zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp. wymaga zgody. Dotyczy to przede wszystkim materiałów pochodzących od osób trzecich (np. zdjęć z Agencji Fotograficznych).

Użycie treści strony "jacekbochenski.blox.pl", poza materiałem zdjęciowym jest dozwolone i pożądane. Każde inne niż prawnie dozwolone użycie treści (np. prawo cytatu lub powielanie do celów prywatnych), również w formie elektronicznej wymaga wcześniejszej pisemnej zgody posiadacza praw. Zapytania w tej sprawie należy kierować do administratora strony.
Blog > Komentarze do wpisu
Wojciech Kaliszewski - "Rytm antyku"

"Nowe Książki"
nr 3 (1105), marzec 2011 r.
                         

            Przypominam sobie, że Boskiego Juliusza Jacka Bocheńskiego czytałem przed laty uprzedzony o drugim dnie tej opowieści. Chodzić miało, rzecz jasna, o ukryte pod antyczną maską znaczenia polityczne,  odnoszące się do rzeczywistości, w której wówczas żyliśmy. Potrzeba deszyfrowania aluzji, odniesień i nawiązań była tak wielka, że prawdziwe intencje pisarza sięgającego po temat historycznie odległy zupełnie się nie liczyły. A przecież to one właśnie powinny ujawnić się w perspektywie całego pisarskiego przedsięwzięcia w sposób zdecydowany i oczywisty. Książka o Juliuszu Cezarze miała być przede wszystkim  pozbawiona aktualizującego mrugania okiem do czytelnika, miała być historią, która toczyła się kiedyś w odmiennych realiach i swoistym  czasie. Stało się jednak inaczej. Pojawiły się podejrzenia, zwyciężyły emocje i Boski Juliusz – paradoksalnie przez podobieństwo łysiny Cezara i głów partyjnych wodzów – stał się książką polityczną. Tak więc i sprawą polityczną stała się próba wyróżnienia  opowieści o Cezarze nagrodą literacką „Nowej Kultury”.

Wszystkie te zamierzchłe epizody przypomina  sam Bocheński w wydanej ostatnio pracy Antyk po antyku.  Ta na poły wspomnieniowa, na poły eseistyczna opowieść sięga jednak dalej niż tylko do autorskich i wydawniczych perturbacji lat sześćdziesiątych peerelu. Bocheński stawia nas i siebie przed znacznie bardziej ważkim i ciekawszym problemem. Lapidarnie i w całości ujmuje to już tytuł książki. Cóż bowiem znaczy tytułowe wyrażenie, o co chodzi w tym frazeologicznie ujętym następstwie rzeczowników? Najprościej mówiąc, cała rzecz sprowadza się do kwestii korzystania przez nas z grecko-rzymskiego dziedzictwa. Czy ma ono dzisiaj takie samo znaczenie, jak kiedyś? 

Otóż droga między antycznymi źródłami a rozlewiskami naszych czasów nie jest prosta. Bocheński, odwołujący się do postaci z przeszłości, do Cycerona, Owidiusza, Katullusa, piszący o namiętnościach i przeżyciach obywateli Rzymu i rzymskich prowincji, wie, że jest to wyzwanie niełatwe. Narracyjne przeobrażanie i przybliżanie historycznie zamkniętego świata, jest działaniem anachronicznym, jest – używając neologizmu – „odwiecznianiem”  czegoś, co istniało, miało swoja formę.  Dla nas bardziej bowiem uchwytna jest istota antycznych faktów, niż ich istnienie, a pisarz sięga właśnie po to drugie. Bocheński powiada, że „Autor zaczyna wnioskować o przeszłości na podstawie teraźniejszości. Gdy tylko spotyka w historii obcość, niejasność, lukę, dziwność albo zgoła absurd, przywołuje na pomoc doświadczenie współczesne.”  Trudno odciąć się od świata, który nas otacza i w którym rodzą się nasze doświadczenia.  Każda próba przedstawienia tamtego życia napotyka więc na podstawowe trudności z uchwyceniem i rozpoznaniem antycznego istnienia. Każde użyte przez pisarza słowo, każdy zwrot i skrót otwierają natomiast perspektywę interpretacyjną, są przybliżeniem, ujęciem, wizja, zależą od wiedzy i wyobraźni autora.

Jacek Bocheński cierpliwie próbuje zrozumieć obecność „antyku po antyku”.  Nie ma bowiem prostego przełożenia epoki na epokę. Przed tłumaczem, przed autorem sięgającym do motywów antycznych, przed każdym w końcu, kto stara się słowo „dziedzictwo” traktować poważnie, staje zawsze ten sam problem  rozszyfrowania znaczeń pozostawionych nam słów, fraz i wersów. To jest wielka kwestia semantyczna i w końcu kulturowa. Jej centrum stanowią zmiany i przesunięcia, nad którymi trzeba się nieustannie zastanawiać. Życie w języku podsycają konteksty, barwy znaczeniowe, uzusy i uczucia tych, którzy mówią i piszą. To splot czynników , niestety, ulotnych i dla następnych pokoleń niemy, zamknięty, martwy Na czym więc oprzeć przekonanie, że pisząc o Owidiuszu, pisze się naprawdę o kimś, kto kochał, czuł, przeżywał i tworzył?

Dla Bocheńskiego nie było to proste.  Krok po kroku odkrywa przed nami tajniki warsztatowe swojego historycznego pisarstwa. Przywołuje wątpliwości, przypomina pytania, odtwarza napięcia, które stale były obecne, kiedy budował swoje książki. Pisząc o Owidiuszu, wiedział jedno –  że musi jego biografię wywieść z samej poezji, z jej rytmu, z tego, co Owidiusz pisał, w co wkładał swoje życie. Źródła pozapoetyckie takiej „żywej” biografii –  uważa Bocheński – nigdy nie stworzą. Przezwyciężenie zrozumiałych oporów wymagało więc wysiłku nie tylko intelektu, ale i woli. Potrzebny był wręcz upór, aby działać według intuicyjnie stworzonego planu: „Wpadłem na trop istoty wszystkiego, co dotyczy tematu. Wszystko od razu wyjaśniło się samo przez się, wszystko się skomponowało w spójną całość, zmieniło w gotowy plan powieści, już tylko pisać. Pisać tak, jak pisał on, Owidiusz, jego metodą, w jego rytmie, to znaczy w rytmie rocka, różnymi przemiennymi wersjami naraz, zgodnie z filozofią Metamorfoz, to znaczy zwykłymi w dwudziestym wieku technikami prozatorskimi.”  Urywany, zaskakujący rytm muzyki rockowej stał się dla pisarza swoistym objawieniem, pomógł mu przebić się do właściwego rytmu istnienia świata Owidiusza.  Dla czytelnika może to być zaskakujące, ale dla artysty nie.

            Bocheński – doskonały znawca nie tylko antyku, łaciny, ale i czasów współczesnych – powiada, że kultura antyczna rozumiana i przeżywana wedle humanistycznych wzorców i klasycznego wychowania skończyła się bezpowrotnie.  Czy jednak – zastanawia się w związku z tą hipotezą – „coś pod inną postacią nie kontynuuje mimo wszystko antyku?”

            Antyk po antyku jest książką zbudowaną wokół tego pytania. Jest książką o pisaniu, o trudzie opowiadania, który pisarz, sięgający do odległej przeszłości musi pokonać przede wszystkim w sobie. To także książka wyrastająca z pytań o miejsce kultury antycznej w świadomości każdego z nas. Ale to również  opowieść o ludziach , którzy wiary w sens humanistycznej edukacji do końca nie stracili.  Dlatego wątki tej książki nieustannie wywodzą się i jakby powracają do wnętrza pisarza, do przestrzeni jego myśli.  Dzięki autorowi uczestniczymy  w żywej lekcji korzystania z tradycji.  Bocheński otwiera przed nami  przestrzeń działań artysty-pisarza, ukazuje proces tworzenia na poziomie podejmowania decyzji w świecie, który – śmiem twierdzić - do końca związków z humanizmem się jednak nie wyrzekł.  Dlatego  nie są to proste decyzje.

.

                                                                                     WOJCIECH KALISZEWSKI

piątek, 22 października 2010, jacekbochenski

Polecane wpisy