© Jacek Bocheński
Warszawa 2009 - 2014
All rights reserved

e-mail



By odszukać konkretny tekst znajdujący się w serwisie, prosimy korzystać z menu kategorii, znajdującego się u góry, na początku strony internetowej

* * *

Materiały (w szczególności: zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki) zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp. wymaga zgody. Dotyczy to przede wszystkim materiałów pochodzących od osób trzecich (np. zdjęć z Agencji Fotograficznych).

Użycie treści strony "jacekbochenski.blox.pl", poza materiałem zdjęciowym jest dozwolone i pożądane. Każde inne niż prawnie dozwolone użycie treści (np. prawo cytatu lub powielanie do celów prywatnych), również w formie elektronicznej wymaga wcześniejszej pisemnej zgody posiadacza praw. Zapytania w tej sprawie należy kierować do administratora strony.
Blog > Komentarze do wpisu
Krzysztof Majchrowski - Kisielewski, Bocheński, Bartoszewski (fragment większej całości)

„Życie Literackie” (Kraków)

20. 03. 1988 r.

ZAPAŚĆ LITERACKA

W jednym z zeszłorocznych numerów paryskiej „Kultury" (1987) ukazały się, przedrukowane z krajowej prasy „drugiego obiegu" rozpaczliwe skargi na sytuację panującą na rynku wydawniczym książki nielegalnej. Coraz trudniejsza staje się praca „podziemnych kolporterów". Drugoobiegowe książki są bardzo drogie i coraz droższe - drożeją środki techniczne - a podziemnemu wydawcy zależy na solidnym zysku i nakłada duże marże edytorskie. Wydawanie książek w drugim obiegu przestało już być działalnością polityczną, stało się biznesem, który czas jakiś, owszem, rozwijał się dość zachęcająco, a teraz popadł w ekonomiczny kryzys. Ludzie coraz mniej chętnie kupują te książki, straciły one nimb, działalności zakazanej, a równocześnie ich wartość - szczególnie tych z literatury pięknej – jest, co tu dużo mówić, niezmiernie niska. Nie udało się projektowane przed paru laty wyprowadzenie literatury polskiej na emigrację, nie udało się jej wprowadzenie w podziemie.

Jaskrawym przykładem tego kryzysu treści jest powieść Jacka Bocheńskiego zatytułowana „Stan po zapaści”, wydana w 1987. Niewielka, 108 stron jak zawsze w „drugim obiegu" źle czytelnego druku, powieść zaczyna się od bardzo charakterystycznego oświadczenia. Zacytuję je w całości:

„Książka ta jest fikcją literacką. Wszystkie przedstawione tu zdarzenia, instytucje, rozmowy, postacie, nie wyłączając osoby narratora, są tworami fantazji. Nie dotyczy to jedynie wzmiankowanych przygodnie postaci historycznych i publicznych, jak Napoleon. Beck, Bierut, Wałęsa, Lipski itp. Inne nazwiska użyte w powieści nie mają nic wspólnego z osobami, które mogłyby takie nazwiska nosić w rzeczywistości, Także opisywane wypadki, które mogłyby komuś wydać się podobne do epizodów z czyjegokolwiek życia osobistego nie mają związku z żadnymi takimi faktami. Autor".

Tego rodzaju oświadczenia mają już w literaturze współczesnej - polskiej i obcej - ustaloną markę: autor pragnie zwrócić w ten sposób uwagę czytelników, że wszystko, co napisał w powieści, jest całkowitą prawdą zaczerpniętą z rzeczywistości.

.

.

Po lekturze powieści Jacka Bocheńskiego - zgodnie z datą autorskiego „copyright by Jacek Bocheński, Warszawa, 1987" - na przełomie lat 1987 i 1988 musimy jednak skonstatować, że tym razem autor był rzeczywiście szczery: ta mała powieść istotnie niczego wspólnego nie ma z żadną rzeczywistością historyczną. Już kiedyś Jacek Bocheński uprawiał tego rodzaju opowiadania, w których świat przezeń opisywany niewiele miał wspólnego z rzeczywistością, był to świat mocno fikcyjny, realność opisów została zastąpiona woluntarystyczną wizją autora, Jego „Fijołki przynoszą nieszczęście", jego „Zgodnie z prawem” były tak odlegle doświadczeniom i gustom czytelników pierwszych lat pięćdziesiątych, że nawet sam autor w informacji bibliograficznej na okładce swej ostatniej książki starannie o nich zapomina. Przedstawia się natomiast jako pisarz startujący dopiero  w latach sześćdziesiątych i podaje wiadomość, że w latach 1976-1981 objęty był zakazem druku. Czytamy tą informację nieco rozbawieni. Zakaz druku dla Bocheńskiego dlatego, że „był - jak informuje - jednym z redaktorów niezależnego kwartalnika «Zapis»"? A przecież inni redaktorzy „Zapisu" swe książki jednak wtedy wydawali. Chyba nie zakaz lecz po prostu dość słaba aktywność pisarska autora „Zgodnie z prawem", który nader rzadko proponował nowe książki wydawcom. Kiedy bowiem, właśnie w owych latach 1976-1981, taką nową książkę im zaproponował – „Krwawe włoskie specjały” - to zaraz się ona ukazała i to w... stanie wojennym, w 1982, więc już wcześniej musiała być przygotowywana u edytora. Tak robi się legendy!

Po prostu Jacek Bocheński nigdy nie był twórcą zbyt płodnym. Nie był również specjalnie szeroko czytany. Może najbardziej popularny był jeszcze w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych jako autor... socrealistyczny - i dlatego zapewne dzisiaj chętnie sam o swojej literackiej przeszłości zapomina.

Jako pisarz największe budził zainteresowanie - pamiętamy - wówczas, gdy sięgał po tematy ze starożytności, gdy pisał powieści o Cezarze i o Owidiuszu Wtedy nie opatrywał ich żadnymi zastrzeżeniami dotyczącymi autentyczności opisywanych postaci i wydarzeń nikt go z tego nie rozliczał. Bocheński lepiej się czuje jako autor w czasach odległych o tysiąclecia niż wtedy, gdy musi się zmagać z otaczającą go rzeczywistością. Mało z niej pojmując musi bowiem fantazjować. Raz będą to bajki w stylu socrealistycznym, raz - obecnie - w stylu post solidarnościowego horroru politycznego.

Pod tym względem Marek Nowakowski był szybszy i sprawniejszy. Swoje fantastyczne obrazki ze stanu wojennego pisał i wydawał błyskawicznie - w połowie 1982 była jeszcze pewna ilość czytelników w kraju, a szczególnie za granicą, która chciała wierzyć w koszmarny horror „stanu wojennego” w terror straszliwych władz bezpieczeństwa. Pod koniec 1987 już nikt - nawet najbardziej Polsce Ludowej nieprzychylni zagraniczni politycy - ani nie wierzy w straszne okrucieństwo „stanu wojennego", ani w to, że ten „stan wojenny” był jakąkolwiek państwową i społeczną „zapaścią". Wiedzą to już dobrze, że był on najlepszym i najłagodniejszym ratunkiem przed tą prawdziwą zapaścią, chaosem, dramatem domowym, który nam groził w grudniu 1981. Dziś już wszyscy wiedzą dość wyraźnie - a paryska „Kultura” wydrukowała, na ten temat dziesiątki artykułów, z artykułami i książkami Kisielewskiego na czele - jak bardzo nierozumnymi byli polityczni szefowie b. „Solidarności” i czym krajowi naszemu wtedy ich działania groziły Jacek Bocheński za swoją książką spóźnił się jako literat i propagandysta horroru o dobrych sześć lat. Zawsze był i jest na bakier z rzeczywistością! Cezar i Owidiusz są dlań bohaterami poręczniejszymi, a Afryka czy Italia krainami, które - przynajmniej w jego mniemaniu - rozumie lepiej. Z Polską miał i ma niezmiennie kłopoty.

Fabuła powieści „Stan po zapaści" jest wątła i prosta. Narrator - człowiek piszący i działacz b. „Solidarności” - zostaje przez swą rodzinę i przyjaciół umieszczony w szpitalu, aby w ten sposób mógł się ukryć przed represjami władz bezpieczeństwa, jest już bowiem stan wojenny. Symulując stan ciężki - w czym dyskretnie pomagają mu lekarze - narrator odbiera szpitalne wrażenia: strumień zalewających go rozmów, gadań, szumów. Szpital jest fatalnie przeładowany. Chorzy gadają jeden przez drugiego. Z chaotycznej całości tej gadaniny, rejestrowanej przez narratora, czasem pustej i nijakiej, czasem bardzo plotkarskiej i politycznej, wyłania się horrorystyczna karykatura rządów milicji i SB. Ta wielka gadanina - tak to wypada określić - zajmuje cztery piąte powieści. Fabuła jest nikła. Psychologia bohaterów żadna (jaką sylwetkę człowieka można naszkicować stosując metodę „szumu” językowego?) Wartość poznawcza powieści - plotkarska. Dopiero ostatnich dwadzieścia stron - nagle kończąc z „szumem" – staje się bardzo propagandową i jasną politycznie wykładnią stanowiska politycznego autora, sprowadzającego się do konkluzji, że w Polsce Ludowej cały system jest straszny i służy gubieniu ludzi. I tylko „Solidarność” była ratunkiem. Koniec kropka. Kiedyś Polska Ludowa działała w pisarstwie Jacka Bocheńskiego „zgodnie z prawem", teraz jest w zgoła bezprawnym beznadziejnym stanie po zapaści a więc przed... końcem.

Jak na literaturę z ambicjami - raczej skromnie Trudno się potem dziwić, że wydawcy i kolporterzy książek „drugiego obiegu” mają kłopoty. Wydawcy z pierwszego obiegu niewiele stracili, że Jacek Bocheński nie oferował im swojej najnowszej powieści.

KRZYSZTOF MAJCHROWSKI

Krzysztof Majchrowski (1929-2000) - wysoki funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa w PRL. Według Wikipedii: „generał brygady Milicji Obywatelskiej, dyrektor Departamentu Ochrony Konstytucyjnego Porządku Państwa MSW 1989-1990, dyrektor Departamentu III MSW w 1987, zastępca dyrektora Departamentu III MSW 1985-1986 (…) funkcjonariusz MBP od 1952. Przez kilkadziesiąt lat był głównym specjalistą od rozpracowania środowiska literackiego i opozycji z nim związanej. Osobiście prowadził kilku agentów".

Autor zamieszczonego w „Życiu Literackim” z dnia 20 marca 1988 r. artykułu pt. „Kisielewski, Bocheński, Bartoszewski”, będącego w części środkowej omówieniem „Stanu po zapaści”.

 

 

poniedziałek, 22 lutego 2010, jacekbochenski

Polecane wpisy