© Jacek Bocheński
Warszawa 2009 - 2014
All rights reserved

e-mail



By odszukać konkretny tekst znajdujący się w serwisie, prosimy korzystać z menu kategorii, znajdującego się u góry, na początku strony internetowej

* * *

Materiały (w szczególności: zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki) zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp. wymaga zgody. Dotyczy to przede wszystkim materiałów pochodzących od osób trzecich (np. zdjęć z Agencji Fotograficznych).

Użycie treści strony "jacekbochenski.blox.pl", poza materiałem zdjęciowym jest dozwolone i pożądane. Każde inne niż prawnie dozwolone użycie treści (np. prawo cytatu lub powielanie do celów prywatnych), również w formie elektronicznej wymaga wcześniejszej pisemnej zgody posiadacza praw. Zapytania w tej sprawie należy kierować do administratora strony.
Blog > Komentarze do wpisu
Katarzyna Marciniak - "Tyberiusz all inclusive – wycieczka z Jackiem Bocheńskim" (2)

 Tyberiusz Cezar jest zaprzeczeniem tego rodzaju „pustej literatury”. Przyjmując konwencję pisarza, moglibyśmy powiedzieć, że wycieczka śladami Tyberiusza to oferta w pełni all inclusive. Oczywiście jeszcze kilkadziesiąt lat temu tak znakomitą powieść, zamiast terminem z dziedziny turystyki, nazwano by summą, jednak użycie takiego pojęcia w stosunku do Tyberiusza Cezara byłoby anachronizmem. Dziś książka jest przecież produktem. Każdy, kto korzysta z Internetu – a Bocheński korzysta: pisarz ma nawet swojego bloga! 12) – wie o tym dobrze: w internetowej księgarni, po wybraniu interesującego nas dzieła i kliknięciu, na ekranie komputera pojawia się komunikat, że oto włożyliśmy produkt do koszyka, a w ramach promocji otrzymamy jeszcze próbkę kawy gratis lub torbę ekologiczną za złotówkę. Enter!

A zatem turyści chcą circenses? 13) Ich życzenie zostanie spełnione. Już same tytuły poszczególnych części powieści zapowiadają emocjonującą wycieczkę, niczym slogany reklamowe lub krzyczące nagłówki tabloidów: Pornografia 14–26, Horror 26–37. A jednak w trakcie lektury przekonujemy się, że znów daliśmy się zwieść autorowi: chociaż Bocheński wybrał bohatera, którego biografia (prawdziwa czy sfałszowana – w tym kontekście nie ma to znaczenia) pozwoliłaby mu na przytłoczenie czytelników przemocą i okrucieństwem, odnosi się do Tyberiusza z szacunkiem, zachowuje umiar. Nie znam żadnego innego pisarza, który potrafiłby przyswoić i wykorzystać cały arsenał środków współczesnej kultury masowej, a także swobodnie przekraczać różne rejestry językowe, pozostając jednocześnie w kręgu arcydzieł literatury klasycznej oraz wartości śródziemnomorskich. I tak pilot zdaje się akceptować nowe reguły, pozornie dostosowuje się do oczekiwań turystów, utwierdza ich w przekonaniu, że oto oferuje im po prostu łatwy do przyswojenia produkt – po to, żeby już za chwilę obnażyć wady programu wycieczki, programu świata, i tego starożytnego, i tego współczesnego, ani na chwilę nie zmieniając się przy tym w moralistę. Twórczość Bocheńskiego przypomina pod tym względem ironiczny dyskurs poetycki Katullusa. Zauważmy, że nawet wybór pilota jako narratora jest nieprzypadkowy: decydując się na nieco staroświecko dziś brzmiące określenie „przewodnik”, autor nie tylko nie podążyłby za duchem czasów, ale i mógłby zasugerować coś, czego z pewnością nie chciał – rodzaj wyższości, narzucającej posłuszeństwo, aspirującej do miana autorytetu. Zamiast cokolwiek narzucać jako przewodnik duchowy, pilot woli prowokować czytelników. Wykorzystuje potencjał legendy Tyberiusza, aby skłonić nas do samodzielnego myślenia – stąd odważne uwagi na temat religii, dzięki której „czyny niedopuszczalne zamieniają się w cudowny sposób na chwalebne” 14), czy demokracji:

Proszę mi wskazać jakieś wielkie mocarstwo, gdzie panowałaby demokracja. Owszem, w miastach – tak, w Atenach, to wiemy – ale nie w państwach złożonych z wielu krajów, narodów i plemion, nie w takich kolosach. Ogromna większość ludzkości nie chce demokracji 15)

Za swoją odwagę Bocheński może zresztą zapłacić krytyką, zwłaszcza natury obyczajowej, w związku z fragmentami dotyczącymi rzekomej pedofilii Tyberiusza i poruszającą sceną zamordowania córeczki Sejana, która zgodnie z rzymskim prawem musiała zostać zgwałcona przed egzekucją przez kata. Dodajmy, że jego rolę powierza pilot uczestnikowi wycieczki, w niezwykle plastyczny sposób, niczym kierujący graczami „mistrz gry” w role playing games, odmalowując okoliczności i odczucia towarzyszące zbrodni.

Ponadto Bocheński, który wielokrotnie oddaje w powieści głos bezpośrednio Tyberiuszowi, naraża się na oskarżenia, że broni potwora. Ryzykuje, że powtórzy się historia z czasów, gdy po raz pierwszy ukazała się jego książka Krwawe specjały włoskie, poświęcona terroryzmowi w Italii, szerzącemu się w pamiętnych „latach ołowiu”, anni di piombo, wznowiona – niezwykły zbieg okoliczności! – niemal równolegle z publikacją Tyberiusza Cezara 16). A przecież w tej ostatniej części Trylogii rzymskiej Bocheński jest jeszcze odważniejszy niż w szkicach, w których starał się odkryć przyczyny dramatycznych wydarzeń we Włoszech. Nie tylko opisuje czyny Tyberiusza, ale i pozwala nam usłyszeć jego myśli. Co więcej, w pewnym momencie maskę cesarza wkłada sam pilot-narrator, by przekazać ją następnie turystom. Na chwilę Tyberiuszem staje się każdy z czytelników – Tyberiuszem w biurze czy urzędzie, człowiekiem, który boi się władzy, ale jeszcze bardziej boi się jej braku. Przyjmując tego rodzaju perspektywę, autor sprzeciwia się łatwym ocenom – potępieniu, które nie prowadzi do niczego poza potępieniem. I chociaż pilot zdaje sobie sprawę, że „pojąć motywów Tyberiusza nie potrafił prawdopodobnie nikt” 17), na przykładzie biografii cesarza ukazuje trudności ze zrozumieniem innego człowieka. Jeżeli wysłuchamy drugiej strony – audiatur et altera pars – może okazać się wówczas, że następca Augusta dopuszczał się przerażających aktów po to, aby ukryć swoje słabości:

Jestem w gruncie rzeczy starcem, który niedowidzi, ma chory kręgosłup i nieznośną swędzonkę zmuszającą do drapania się to tu, to tam, co powoduje rany, strupy i raz po raz konieczność zalepiania różnych miejsc plastrami, niestety, również na twarzy. Chciałem udawać przed ludźmi przystojniaka i seksualnego osiłka, gdy naprawdę, mimo moich urodziwych posągów rozstawionych wszędzie po świecie, wyglądam ohydnie i cierpię od lat na impotencję 18)

Czy to usprawiedliwia Tyberiusza? Ale czy w ogóle usprawiedliwienie kogokolwiek jest celem wycieczki? Pilot wie, że nie, ale wie również, że to on poniesie konsekwencje każdej możliwej interpretacji – zostanie osądzony nawet za treść tablicy umieszczonej na Wieży Zegarowej przy Placyku na Capri, upamiętniającej Tyberiusza jako człowieka wybitnie zasłużonego, ufundowanej przez Włochów, których specyficzny, pełen czułości stosunek do historycznych postaci udało się Bocheńskiemu tak celnie uchwycić.

I rzeczywiście, w czwartej części książki pilot zostaje pociągnięty do odpowiedzialności. Ten, który do tej pory narzucał drogę, ustępuje grupie 19). Jakiej grupie? Pora wspomnieć o zupełnie wyjątkowym bohaterze powieści. Bohater ten występował już w poprzednich tomach Trylogii, ale dopiero w tym dochodzi do głosu – to czytelnicy, którzy w Tyberiuszu Cezarze odgrywają rolę turystów. Towarzyszą oni pilotowi, niczym komentujący wydarzenia chór z tragedii greckiej, od początku pracy nad książką, zmieniają się, dorastają. Są wśród nich marksiści i feministki, a także młodzi ludzie, którzy czasy publikacji Boskiego Juliusza i Nazona poety znają tylko z lekcji historii. Tej publiczności nie wystarcza już przysłuchiwanie się wywodom pilota. Zmuszają go do „nagrania w przestrzeni publicznej”, które bardziej niż wywiad przypomina przesłuchanie, podobne do przesłuchania Owidiusza w drugim tomie Trylogii, tylko że to jest okrutniejsze, bo podczas gdy Owidiusz milczał i nie zaprzeczał swojej winie, pilot, choć nie popełnił żadnego przestępstwa, musi odpierać zarzuty skierowane przeciwko sobie, ale i przeciw równie niesłusznie oskarżonym antykwariuszowi oraz konferansjerowi:

Pan od dawna był kameleonem. Słyszałam, że lubi się pan podszywać pod ludzi różnych intratnych zawodów, kiedyś podobno chciał pan uchodzić za antykwariusza... Ale... kiedy indziej za konferansjera, lecz nawet wtedy zmieniał się pan z konferansjera w sędziego śledczego. Musiał się pan tak maskować? Dla zmylenia konkurencji czy dla zatarcia śladów po jakimś nadużyciu? [...] Nie wiem, kto jak robił karierę w tamtych czasach. Nie było mnie jeszcze na świecie, kiedy pan w niejasnych okolicznościach, bez odpowiednich kwalifikacji, został pilotem wycieczki. [...] Ogólnie przyjmuje się, że cały ten pana starożytny Rzym to też jest kamuflaż, bo naprawdę obchodziła pana polityka, nie historii 20).

Właściwa odpowiedź na zarzuty nie istnieje. Pokazywał turystom drogę, niosąc czerwony proporczyk? – wiadomo, po czyjej był stronie... Posługiwał się białym? – sytuacja też jasna: poddał się systemowi. Cokolwiek pilot powie, zostanie użyte przeciwko niemu. Dlatego w trakcie tego wywiadu-przesłuchania rezygnuje z obrony:

Ja, pilot, nic już nie wiem. Wyczerpuję się powoli. Czarno jest we mnie. Wypalony węgiel. I czarno dokoła mnie 21).

Maski narratora, który z pilota przeobraża się w swoją publiczność, to znów w Tyberiusza, symbolizują jeden z najważniejszych problemów poruszonych w ostatnim tomie Trylogii rzymskiej – kwestię tożsamości. Zauważmy, że jedyną prośbą pilota do uczestników wycieczki jest apel, by każdy z nich był sobą. Co jednak oznacza „bycie sobą” i czy jest to możliwe? Analizując ten wątek, odkrywamy, że nie tylko następstwo chronologiczne łączy trzy części cyklu Bocheńskiego. Pisarz pokazuje, jak zmienia się życie jego bohaterów, którzy zdobywając władzę, tracą własną tożsamość. W pełni sobą jest Juliusz Cezar, który walczy o boskość. Jego następca, August, ugruntowuje pozycję zdobytą przez adopcyjnego ojca, skazując na zesłanie Owidiusza – potencjalnego złodzieja boskości. Gdy do władzy dochodzi Tyberiusz, walka jest już dawno zakończona. Senat może kaprysić, ale i tak wszyscy dobrze wiedzą, że Rzymem rządzi pierwszy obywatel. Tyberiusz płaci jednak za to wysoką cenę. Nie może być sobą. Wkłada maskę tyrana.

Ciąg dalszy – część III

piątek, 18 grudnia 2009, jacekbochenski

Polecane wpisy