© Jacek Bocheński
Warszawa 2009 - 2014
All rights reserved

e-mail



By odszukać konkretny tekst znajdujący się w serwisie, prosimy korzystać z menu kategorii, znajdującego się u góry, na początku strony internetowej

* * *

Materiały (w szczególności: zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki) zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp. wymaga zgody. Dotyczy to przede wszystkim materiałów pochodzących od osób trzecich (np. zdjęć z Agencji Fotograficznych).

Użycie treści strony "jacekbochenski.blox.pl", poza materiałem zdjęciowym jest dozwolone i pożądane. Każde inne niż prawnie dozwolone użycie treści (np. prawo cytatu lub powielanie do celów prywatnych), również w formie elektronicznej wymaga wcześniejszej pisemnej zgody posiadacza praw. Zapytania w tej sprawie należy kierować do administratora strony.
Blog > Komentarze do wpisu
Katarzyna Marciniak - "Tyberiusz all inclusive – wycieczka z Jackiem Bocheńskim" (1)

"Meander" (Warszawa)

kwartalnik poświęcony kulturze świata starożytnego

Nr 62 / 2007  (opublikowany  w grudniu 2009)

W swojej najnowszej powieści, Tyberiusz Cezar, która stanowi trzeci tom Trylogii rzymskiej, Jacek Bocheński zaprasza czytelników na wycieczkę. Wycieczka trwa trzydzieści osiem lat, bo tak długo – z przerwami – autor pracował nad książką1) . A może dwa tysiąclecia, gdyż taki mniej więcej okres obejmuje akcja powieści – od wizyty Tyberiusza na Rodos do czasów nam współczesnych? Albo jeden dzień (i ewentualnie noc), ponieważ od tomu nie sposób się oderwać? Lub nieokreśloną liczbę dni, również w przyszłości, bo kto raz przeczyta, będzie wracał do książki wielokrotnie...2)

Opiekę nad czytelnikami sprawuje pilot. Znamy go z poprzednich części tryptyku:

Podjąłem się, szanowni państwo, nowej funkcji. Ja, były antykwariusz, w pewnym okresie konferansjer, zmieniłem raz jeszcze zawód. Będę pilotem wycieczki.

[...] Wszyscy mogą wziąć udział w pasjonującej wycieczce z cezarem Tyberiuszem w tle. Oto najnowszy, prawdziwie awangardowy rodzaj turystyki. Nie ma mowy o sennym wałęsaniu się z aparatami fotograficznymi, wystawaniu przed martwymi posągami w muzeach, jałowym gapieniu się na łuki triumfalne, świątynie i akwedukty! Nikt nie będzie nigdzie jeździć tak sobie, żeby tylko popatrzeć. Przestawiamy się na metody nowoczesne, na turystykę zaangażowaną!3)

Pilot, podobnie jak antykwariusz z Boskiego Juliusza i konferansjer z Nazona poety, jest znakomicie przygotowany do nowej roli. Świetnie zna źródła i wyjątkowo trafnie charakteryzuje sposób pisania autorów będących jego przewodnikami po starożytnym świecie – świecie, do którego zaprasza uczestników wycieczki. Przywołajmy choćby analizę stylu Tacyta – lekturę jego Roczników porównuje pilot do wędrówki po stromych zboczach, skałach i bezdrożach Capri:

Nie można być pewnym, co kryją próżnie gramatyczne lub logiczne w tekście, tu i ówdzie pozostawiane domyślności czytelnika, na przykład opuszczone podmioty w zdaniach. Nie można być pewnym znaczenia skrótów ani dyskretnych, niczym niezapowiedzianych przeskoków z tematu, z przedmiotu na przedmiot, na temat, być pewnym, gdzie się co zaczyna, gdzie kończy, co się z czym jeszcze wiąże, co nie, i do kiedy, a właśnie już mowa o czymś innym, o kimś innym, ale czy na pewno, ale o kim, nagle kres, urwisko, tu tę szczelinę proszę przeskoczyć, asekuracji nie ma. Stale czegoś brak, taka zasada, oszczędność stylistyczna, lapidarność, czyli pod względem etymologicznym kamienność, lapis bowiem znaczy kamień, szanowni państwo. Nagi, ostry, kamienny język, tak idzie się przez Tacyta. A mimo to narracja płynie 4).

Płynie również narracja Bocheńskiego. Autor zmienia osoby – to zwraca się do całej grupy, to do pojedynczego uczestnika wycieczki, raz pozwala przez dłuższy czas opowiadać pilotowi, innym razem dopuszcza do głosu turystów, którzy zaczynają prowadzić dialog z przewodnikiem lub nonszalancko – są przecież na wakacjach... – komentują jego objaśnienia:

Ach, Sejan, przerabialiśmy to, no tak, tego faceta się pamięta, byłby dobry jako temat medialny, zawrotna kariera i straszny upadek, ofiara jednej nocy październikowej, bo to przecież ten, który u szczytu potęgi zostanie skazany na śmierć i natychmiast uduszony. Powrozem! A jego małoletnia córka będzie przed uduszeniem zgwałcona zgodnie z prawem przez kata5) .

Czasem autor pozwala także mówić samemu Tyberiuszowi i jego bliższym bądź dalszym współczesnym. Na szczególną uwagę, jak zawsze w książkach Bocheńskiego, zasługują cytaty ze źródeł, tu na przykład z pism Cycerona czy Swetoniusza. Autor sprawia, że ich język – dziś rzekomo martwy – na powrót tętni życiem. Co za szczególny talent pozwala pisarzowi na zniesienie dystansu dwóch tysiącleci, które dzielą nas od antyku? Otóż Bocheński nie tłumaczy. On tylko pisze po polsku to, co starożytni autorzy wyrażali po grecku i po łacinie 6). Genialnie prosta technika. Jej mistrzem w poezji był Jan Kochanowski...

Tyberiusz Cezar, podobnie jak Boski Juliusz i Nazo poeta, zasługuje na podziw nie tylko ze względu na szacunek, który żywi Bocheński wobec źródeł. Autorowi udaje się przybliżyć czytelnikom z początku XXI wieku realia starożytnego Rzymu, paradoksalnie dlatego, że nie próbuje odtwarzać ich za wszelką cenę, świadom, że zazwyczaj przynosi to katastrofalne skutki. Możemy się o tym przekonać w trakcie lektury popularnych powieści anglojęzycznych (nomina sunt odiosa), w których Klodia przy kubku wina proponuje Cyceronowi przejście na ty, a pokój Tyrona ozdabiają freski-postery z wizerunkami jego ulubionych gladiatorów. Tymczasem Bocheński nie boi się ubrać swojego Tyberiusza w T-shirt i dżinsy na przejażdżkę kwadrygą, choć oczywiście wspomina o właściwym na taką okazję chitonie. Tak odważna gra z antykiem jest jednak w powieści całkowicie naturalna. Pisarz wybiera oryginalną drogę do odbiorcy – zaskakuje go błyskotliwymi odniesieniami do kultury współczesnej: porównuje na przykład sekretarza odczytującego testament Augusta do odtwarzacza płyt7), co pozwala lepiej zrozumieć, jaki status miał wyzwoleniec na usługach cesarskich.

Efektem ubocznym literackiego stopienia epok antycznej i współczesnej z pewnością będą próby odczytywania Tyberiusza Cezara jako paraboli teraźniejszości, zwłaszcza że tego rodzaju interpretacje pojawiły się również w trakcie analiz pierwszych dwóch tomów Trylogii. Trzeba przyznać, że pisarz trochę prowokuje czytelników do takiej lektury, twierdząc, że nie ma znaczenia, czy jest rok 19, czy 2019, czy 2009, oraz poruszając jednocześnie na przykład kwestię wykluczenia kobiet w starożytności, dzisiejsze protesty feministek, wypędzenie z Rzymu Żydów za Tyberiusza, problem AIDS, chińską Kampanię Stu Kwiatów, wojnę w Wietnamie, dramat uchodźców w Darfurze czy pewien słynny na polskiej scenie politycznej okrzyk byłego premiera:

Co się tyczy nimf, to ja, pilot wycieczki, od trzydziestu pięciu, a może i czterdziestu lat szukam z niesłabnącym pożądaniem tych rozkosznych, zwiewnych istot po wszystkich grotach Capri, aż wreszcie w Matermanii, yes, yes, yes, chłopaki, mamy je, żywe, ciepłe, fluoryzujące boskością i feromonami...8)

W dodatku przy tej okazji pilot natychmiast się poprawia. Daje do zrozumienia, że posunął się za daleko. Ale czy dlatego że wkroczył na scenę satyry politycznej? Otóż nie. Poprawia się z zupełnie innego powodu:

Och, przepraszam za nietakt, mój okrzyk do chłopaków yes, yes, yes był skandaliczny, oferta nie ogranicza się, rzecz jasna, do prostej usługi dla mężczyzn, jest w menu pełny asortyment produktów. Nimfy dla lesbijek? Proszę, wystarczy nacisnąć enter 9).

I właśnie potencjał ironii zawartej w takich fragmentach jest wyraźną wskazówką autora, by nie czytać jego powieści tylko w kategoriach napisanej ezopowym językiem paraboli. Tak jednostronna interpretacja spłycałaby literackie osiągnięcie Bocheńskiego. Tyberiusz Cezar bowiem to powieść, która dotyka wielu zagadnień. Jak obiecuje pilot – i spełnia tę obietnicę:

Oferta będzie urozmaicona, powiedziałbym – wszechstronna, zróżnicowana, dostosowana do indywidualnych pragnień państwa 10)

Bocheński porusza kwestie władzy, polityki, manipulacji, tworzenia historii, przyjaźni i zdrady, miłości i nienawiści, nauki i religii, tolerancji, a nawet równouprawnienia. Autor zajmuje się również problematyką metatekstualną – kryzysem dotykającym twórców, w efekcie którego giną wielkie fabuły i powstaje „literatura nudy”:

Zamiast fabuł pojawią się serie niepowiązanych zdarzeń. Uzna się bowiem, że wszystko, co literatura mogła opowiedzieć, opowiedziała już wcześniej. Pozostaje zabawa w odwracanie do góry nogami starych modeli artystycznych. Zostają puste formy, które można przynajmniej z hałasem potłuc. 11)

Ciąg dalszy – część II

piątek, 18 grudnia 2009, jacekbochenski

Polecane wpisy