© Jacek Bocheński
Warszawa 2009 - 2014
All rights reserved

e-mail



By odszukać konkretny tekst znajdujący się w serwisie, prosimy korzystać z menu kategorii, znajdującego się u góry, na początku strony internetowej

* * *

Materiały (w szczególności: zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki) zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp. wymaga zgody. Dotyczy to przede wszystkim materiałów pochodzących od osób trzecich (np. zdjęć z Agencji Fotograficznych).

Użycie treści strony "jacekbochenski.blox.pl", poza materiałem zdjęciowym jest dozwolone i pożądane. Każde inne niż prawnie dozwolone użycie treści (np. prawo cytatu lub powielanie do celów prywatnych), również w formie elektronicznej wymaga wcześniejszej pisemnej zgody posiadacza praw. Zapytania w tej sprawie należy kierować do administratora strony.
Blog > Komentarze do wpisu
Nad grobem Marka Edelmana

Jak mówić nad tym grobem?

Wobec śmierci Marka Edelmana nie ma odpowiednich słów, należałoby milczeć. Zmarł człowiek, który wszystkiego o śmierci dowiedział się za życia. Znał śmierć z doświadczenia, umiał ze śmiercią walczyć i umiał o niej mówić. Ja nie umiem. Ta naturalna umiejętność mówienia o śmierci uderzała mnie chyba najbardziej spośród wielu niezwykłych zdolności Marka Edelmana. To co mówił było proste, trzeźwe, uniwersalne i jakieś takie, że mróz chodził po plecach. To była mądrość, za którą kryło się doświadczenie ludobójstwa, doświadczenie tropionej ofiary, powstańca i żołnierza, a zarazem doświadczenie lekarza w zakresie biologicznym. Znał śmierć od różnych stron, obcował z nią przez całe życie i wiedział, jak ją traktować. Wiedział zwłaszcza, jak to jest, gdy z konieczności trzeba przed śmiercią kapitulować, albo, co gorsza, gdy trzeba kogoś ocalać, a kogoś innego poświęcić, gdy trzeba w przerażających sytuacjach moralnych dokonać wyboru. Sam takich wyborów dokonywał i wielokrotnie mówił o tym i pisał. Chyba o ten mus dokonywania potwornych wyborów, bardziej nawet niż o sam Holocaust, miał pretensję do niemieckich katów i do Boga. Cóż więc ja mogę Mu jeszcze nad grobem powiedzieć? Naprawdę lepiej byłoby milczeć.

.

.

Ale mam wobec Marka Edelmana pewien osobisty dług wdzięczności i może już tylko o tym długu powiem.

Był rok 1983, stan wojenny, zmarł pisarz Jerzy Andrzejewski, a ja tak jak dziś tutaj, poproszony przez przyjaciół, w tłumie ludzi mówiłem coś nad trumną pod czujnym okiem agentów SB. W istocie przez cały czas niepokoiłem się o zdrowie swojej pozostawionej w domu żony, której stan właśnie się pogorszył, a choroba wciąż nie była przez lekarzy rozpoznana. Po pogrzebie ktoś bliski doradził mi: "Tam stoi Marek Edelman. Podejdź do niego i poproś. Może on by ją zbadał?" Podszedłem, poprosiłem, zgodził się. Pojechał ze mną do naszego domu, ale nie miał nawet słuchawek, przyłożył ucho do pleców chorej. I zdecydował: "Nie ma na co czekać, zabieram ją do swojego szpitala w Łodzi. To może być rzecz poważna". Jak się wkrótce okazało, była to choroba śmiertelna, ale mówiąc językiem lekarskim, jeszcze operacyjna. Marek uratował mojej żonie życie w ostatniej chwili. Przedłużył je o 25 lat. Gdy w zeszłym roku umierała, sam już bardzo słaby dzwonił do mnie dwa razy dziennie i usiłował pomóc. Tym razem, niestety, nie mógł.

Tu kończę. I to jest też ostatnie moje słowo na pogrzebach. Nie chcę w przyszłości mówić na niczyim. Uważam, że temat został wyczerpany.

JACEK BOCHEŃSKI

Cmentarz Żydowski - Warszawa, 9 października 2009 r.

© Fot. Mariusz Kubik

.

.

czwartek, 15 października 2009, jacekbochenski

Polecane wpisy

  • Polszczyzna czterech pokoleń

    Moją osiemdziesięcioletniąpolszczyznę uformowały do pewnego stopnia dwa czynniki, częściowo sprzeczne. Po pierwsze, nauka wyniesionaz domu. Mój ojciec, filolog

  • Nie żyje Lilka Szacka

    Zmarła w Berlinie Helena Bohle-Szacka, przez przyjaciół nazywana Lilką, polska plastyczka-graficzka, emigrantka z roku 1968, przez wszystkich, którzy Ją znali,

  • Lida

    Lidia i Jacek Bocheńscy, rok 2007 . Przed dwoma laty umarła Lida Bocheńska. Po nabożeństwie w kościele św. Marcina na Piwnej, żegnałam Ją w imieniu zebranych pr