© Jacek Bocheński
Warszawa 2009 - 2014
All rights reserved

e-mail



By odszukać konkretny tekst znajdujący się w serwisie, prosimy korzystać z menu kategorii, znajdującego się u góry, na początku strony internetowej

* * *

Materiały (w szczególności: zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki) zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp. wymaga zgody. Dotyczy to przede wszystkim materiałów pochodzących od osób trzecich (np. zdjęć z Agencji Fotograficznych).

Użycie treści strony "jacekbochenski.blox.pl", poza materiałem zdjęciowym jest dozwolone i pożądane. Każde inne niż prawnie dozwolone użycie treści (np. prawo cytatu lub powielanie do celów prywatnych), również w formie elektronicznej wymaga wcześniejszej pisemnej zgody posiadacza praw. Zapytania w tej sprawie należy kierować do administratora strony.
Blog > Komentarze do wpisu
Stanisław Grochowiak - "Boskie Narodzenie" (na marginesie – Jacka Bocheńskiego "Boskiego Juliusza") (2)

Doszliśmy do Cicerona, postaci zarówno sympatycznej jak i odrobinę groteskowej (wielka to rzecz, Cezarze, nie prześladować swoich adwersarzy, ale ich po prostu ośmieszać!), więc nie wolno nam pominąć pięknej sztuki autopropagandy. Można bowiem posiąść wszystkie tajniki boskości, rozkręcić przedziwną machinę irracjonalizmu, a na tym właśnie szczególe skręcić kark raz na zawsze. Zresztą szlachetny Cezar też się tutaj zdrowo pośliznął, ale to już było później - na etapie pomników...

Jak bóg mówi o sobie? Ile zdradza z własnej samowiedzy? Jaki jest jego styl? Jego słowo? Pytania bynajmniej niebagatelne, skoro nawet Biblia słowu daje pierwszeństwo. Więc jaka jest proza Juliusza Cezara?

„Naga, prosta i pełna wdzięku, bez wszelkich ozdób krasomówczych, jakby się pozbyła ubrania. Cezar zachowuje się tak, jakby tylko innym dać materiał do napisania historii, ale chyba głupiec da się na to złapać i zabierze się do fryzowania jego stylu - ludzi rozumnych może on raczej odstraszyć, ponieważ w historii nie ma wyższych zalet nad prostotę i zwięzłość" (tłum. Jan Parandowski).

Dorzućmy Cyceronowi z własnych doświadczeń: nad bezosobowość (Cezar nie używał zaimka „ja"), wystrzeganie się wszystkiego, co nie jest „faktem” lub „oczywistością” (żadnych wahań, oznak zwątpienia), nad „obiektywizm”.

Cicero bezwiednie, ale trafnie wypunktowuje właściwe intencje stylu bogów:

-          przede wszystkim odebrać ochotę komukolwiek do takiego czy innego „fryzowania" świętych pism;

-          poprzez zwięzłość i przejrzystość zapisu przywołać wrażenie prostoty („taki niepojęty, a zarazem taki prosty!”);

-           poprzez „prostotę” opisu własnych czynów sprawić wrażenie niezwykłej łatwości w ich dokonaniu.

Sam Cicero nie byt bogiem, nie miał na to ani ochoty, ani szans, dlatego jego styl jest rozwlekły, bufonowaty, łasy na komplementy. Styl człowieka - styl humanisty - wciąż niepewny swoich prawd, a więc obrzmiały w argumenty i komentarze choćby najbardziej retoryczne, zabójczy jest w odniesieniu do bogów. Zmusza do odsłaniania intencji (które przecież trzeba ukryć najgłębiej); do przekonywania (bóg nie przekonywa, bóg wymaga wiary); do zdradzania uczuć (bóg powinien być ich pozbawiony tak samo, jak nadrzędnej etyki). I w tym zakresie Caius Iulius Caesar był mistrzem. Błądząc wśród gwiazd, zapewne przeklina chwile, w której szlachetna wstrzemięźliwość ustąpiła przed zgubną pokusą ujrzenia siebie w dziesiątkach kamiennych duplikatów... Cóż z tego, że owa chwila (jak to z prawdziwym artyzmem opisuje antykwariusz) związana była z poezją uczuć do Kleopatry, z bajeczną przejażdżką po Nilu i z tysiącem uciech na smagłym łonie egipskiej królowej? Cezar krążący wśród gwiazd już wie, że tutaj utracił swój styl i że tu skręcił nogę. W życiu bogów musi zachodzić nieustanna dialektyka miedzy irracjonalizmem posunięć, zaskakującą  wymową skutków, a zewnętrznym opanowaniem, graniczącym niekiedy z ascezą.

Bóg się rodzi - i no pewno wie, co robi.

Jego zamysłem jest doprowadzić społeczeństwo do szczeliny irracjonalizmu, sprawiać wrażenie najbardziej irracjonalnego z irracjonalnych, ale jedynie sprawiać wrażenie. Na wewnątrz, na własny użytek bóg musi pozostać czujnym graczem, dla którego poza zasadami gry, nic praktycznie nie istnieje. „Właściwy moment” - oto co jest fetyszem dla boga. Zaczyna się od „właściwego momentu” narodzin. Tej chwili - bardzo rzadkiej i luksusowej – nie wolno przegapić, ona jest fundamentem.

Nie zgadzamy się z antykwariuszem, panem Jackiem Bocheńskim, że decyzja o boskości naszła Cezara nagle, pod wpływem pobudek biologicznych, pod pierwszym podmuchem starości. Niestety, niestety, bogowie rodzą się nie wtedy, kiedy chcą, ale wówczas, gdy mają do tego warunki. Już od rozbicia spisku Katyliny Cezar węszył za sprzyjającą aurą. Musiał jednak czekać. Nie robił sobie zapewne wyrzutów ze zmarnowanego czasu, bo przecież tylko ulegał naciskowi okoliczności. Potrzeba było jeszcze wiele obrotów słońca, aby śmiertelna rana, jaką spisek zadał Republice, objawiła się w całej grozie przed oszołomionym na razie społeczeństwem. Republika musiała wykrwawić się - i krwawiła. Na co umiera Republika? Lud tego nie wie, ale kandydaci na bogów wiedzą doskonale: na gadulstwo! Śmiertelne znudzenie społeczeństwa przewlekłymi polemikami optymatów z popularami — to była agonia. (Znakomicie wyglądają w tej sprawie Cycero i Katon, którzy w mowach nie ustawali niżej godziny). I dopiero wtedy, gdy na widok nieskazitelnych senatorów lud dostawał czkawki, Cezar mógł pojechać do Galii i zanurzyć ręce we krwi. Szok! Szok od samego początku - oto, na co trzeba liczyć. Aby powodować szoki, nie tylko wystarcza znać aktorów i prawidła reżyserii, ale również aktualny stan widowni. I tak biedne koło boskości się zamyka: oszukuj, zacieraj tropy, nie dawaj historii ani chwili wytchnienia - sam jednak nie daj się przechytrzyć - bądź czujny, obawiaj się nawet samego siebie.

„Nie dawaj historii ani chwili wytchnienia”. Postulat, który zapewni ci boskość; postulat, który cię unicestwi. Tylekroć przechytrzana natura człowiecza pewnego dnia obdarzy cię potwornym zmęczeniem, tobie bowiem historia też nie dawała chwili wytchnienia. Zapragniesz odrobiny spokoju, rozluźnisz krąg czujności. Tylekroć stawiane na głowie prawa historii i społeczeństwa obrócą się przeciwko tobie - zgodnie zresztą z twoimi własnymi interpretacjami. Nie spostrzeżesz się.

Bogowie bezbłędnie wyczuwają „moment narodzin” - z równą bezbłędnością przegapiają „moment śmierci”, zastaje ich bowiem już w tym stadium upadku człowieczeństwa, kiedy w śmierć przestali wierzyć.

*   *   *

Zapis z lektury notatek antykwariusza może być taki, jak powyżej, może być całkiem inny. W „Boskim Juliuszu” nie żałowano bowiem miejsca dla perypetii łóżkowych Cezara, dla opisu nieszczęsnych chuci poety Katullusa. Rozumiem intencje autora, aby - w każdej drodze do boskości dostrzegać również małe, karierowiczowskie chwyty, nie całkiem wolne od groteski i bezbrzeżnej ludzkiej żałości. Rzeczy to bezsprzecznie smakowite, felieton o Katullusie jako pewna organiczna całość - kapitalny, ale jak na wymiar książeczki o 170 stronicach, szczodrobliwość autora wydaje mi się przesadna.

Znakomitość tej książki polega na jej uderzeniu w sprawy główne nie tylko dla Postumii, Serwilli, Kleopatry, ale również dla nas. Tę właśnie zasługę chciałem i moją wariacją uwypuklić.

STANISŁAW GROCHOWIAK

wtorek, 14 lipca 2009, jacekbochenski

Polecane wpisy