© Jacek Bocheński
Warszawa 2009 - 2014
All rights reserved

e-mail



By odszukać konkretny tekst znajdujący się w serwisie, prosimy korzystać z menu kategorii, znajdującego się u góry, na początku strony internetowej

* * *

Materiały (w szczególności: zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki) zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp. wymaga zgody. Dotyczy to przede wszystkim materiałów pochodzących od osób trzecich (np. zdjęć z Agencji Fotograficznych).

Użycie treści strony "jacekbochenski.blox.pl", poza materiałem zdjęciowym jest dozwolone i pożądane. Każde inne niż prawnie dozwolone użycie treści (np. prawo cytatu lub powielanie do celów prywatnych), również w formie elektronicznej wymaga wcześniejszej pisemnej zgody posiadacza praw. Zapytania w tej sprawie należy kierować do administratora strony.
Blog > Komentarze do wpisu
"Cenzura torpeduje wątek polski" - recenzja książki "Krwawe specjały włoskie" (2009) (2)

A wracając do cenzorów. Naprawdę jak, bez ryzyka utraty pracy, puścić takie choćby herezje: "Przypomniano by sobie inne porwania, do których przyzwyczaiły Polskę okupacje, najazdy i opresje historyczne. W wyobraźni Polaka majaczyłyby widma umundurowanych łapaczy lub tajnych agentów policji zabierających młodego człowieka z domu albo ulicy. (...) W jego imaginacji roiłyby się wizje uprowadzeń potajemnych, pokrytych raz na zawsze milczeniem, zwidy sądów kapturowych, (...) a nawet obrazy tortur. Ale tortury miałyby na celu wymuszenie zeznań, nie pieniędzy".

.

Cenzura już w pierwszym odcinku kręciła nosem na polski wątek, potem zaś konsekwentnie go wyrzucała. Co ma robić autor, który zapowiedział coś czytelnikom i nie może dotrzymać obietnicy? Strzelba z pierwszego aktu powinna przecież w końcu wystrzelić. Bocheński w rozpaczy wymyślił sen, senny koszmar, w którym porywacze Getty'ego porywają i jego, by uciąć mu... język. Wywikłał się w ten sposób z polskiego wątku, a zarazem dał czytelnikowi do zrozumienia, że nie może go dalej ciągnąć.

Czy można zatem powiedzieć, że cenzura zmasakrowała Bocheńskiemu opowiadanie? Prawdę mówiąc, gdyby mi sam nie opowiedział, jak to było z tym snem, nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że nie był to jego własny pomysł, co więcej, przydający opowieści symbolicznej wymowy, metafizycznej głębi i dramatyzmu. No cóż, najwidoczniej cenzura wpływała nie tylko na treść, ale i na formę. W tym akurat przypadku ze świetnym rezultatem.

Jednak kolejne opowiadanie - "Mechaniczna pomarańcza" - okazało się dla cenzury niestrawne w całości i Bocheński zdecydował, że rezygnuje ze współpracy z "Literaturą". Opowiadania "Cios w serce i prokurator Sossi" już w ogóle nie dał do tygodnika. Te przykre doświadczenia odegrały w jego biografii nieoczekiwaną rolę, a mianowicie przyczyniły się do jego zaangażowania w niezależny ruch wydawniczy i wejścia do redakcji kwartalnika literackiego "Zapis", co z kolei spowodowało odłożenie na lata projektu książki o Tyberiuszu, a też umieszczenie jego nazwiska na indeksie, przez co "Krwawe specjały włoskie" przeleżały się sześć lat w wydawnictwie. Autor w podziemiu nie chciał ich drukować, wychodząc z założenia, że nie tego - to jest krytyki zachodniej demokracji - oczekuje czytelnik bibuły. Ukazały się niedługo po wprowadzeniu stanu wojennego, kiedy to nikt w Polsce nie miał głowy do cudzych nieszczęść i problemów, nikt też nie przeczuwał, że niebawem będą to nasze problemy i nieszczęścia.

Czytane dziś zachwycają przenikliwością i mądrością (subtelność i ironiczny wdzięk, z jakim te krwawe historie zostały zrelacjonowane, dowodzą, że nie ma tabloidowych tematów, są jedynie kiczowate wykonania). Pewna rzeczywistość dogoniła nas po 30 latach z okładem. Nie powinniśmy mieć kompleksów: sprawa Krzysztofa Olewnika ma ten sam, jeśli nie większy ciężar gatunkowy (różnica polega na tym, że tam opinia publiczna domagała się wypłacenia okupu od wstrętnego kapitalisty, skąpca bez serca, który gotów był poświęcić życie wnuka dla pieniędzy, w Polsce zaś oburzenie skierowane jest na przedstawicieli władzy; ale jest też ciekawe podobieństwo - i tam, i tu porwane ofiary posądzone zostały o to, że same sfingowały swoje porwanie). A jeśli nawet nie dorobiliśmy się własnego terroryzmu, to z racji otwarcia się przed nami świata mamy szansę zetknąć się z nim całkiem bezpośrednio (dość wspomnieć Polaka zamordowanego przez talibów w Pakistanie czy polskich marynarzy regularnie branych do niewoli przez somalijskich piratów). O ile więc w latach 70. i 80. książka Jacka Bocheńskiego była tylko fascynującą opowieścią o dość egzotycznych dla nas problemach, o tyle dziś stała się artykułem pierwszej intelektualnej potrzeby.

JOANNA SZCZĘSNA

wtorek, 14 lipca 2009, jacekbochenski

Polecane wpisy